Aktualności

Historia prawdziwa. Część I
26.04.2020

Czas biegnie bardzo szybko. Za nami pięć sezonów drużyny BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski w ekstraklasie po powrocie do grona najlepszych w 2015 roku. Obecna sytuacja, to doskonały moment, żeby powrócić do wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni tych pięciu lat. To dobry czas na to, żeby odsłonić nieco kulisów. Przedstawić to wszystko, co do tej pory było dostępne i znane tylko dla niewielkiego grona osób. Zabieramy więc Was w podróż do przeszłości. Dziś I część, w której cofniemy się do lata 2015 roku. Zapraszamy!

Część I

W życiu trzeba mieć marzenia. Trzeba dążyć do ich realizacji. Nieodzowne jest także ryzyko. To ryzyko towarzyszy nam każdego dnia. Najważniejsze jednak mieć marzenia, plany i cele. Najdobitniej pokazuje to wszystko historia związana z występami naszej ,,Stalówki” na parkietach ekstraklasy, ale pokolei…

Gdy pod koniec maja 2012 roku niepowodzeniem dla żółto-niebieskich zakończyła się rywalizacja w turnieju barażowym o awans do I ligi, wśród ostrowskich kibiców zapanował ogromny smutek i wizja kolejnego sezonu w koszykarskiej otchłani, czyli w II lidze.

Kilka dni po przegranym meczu z Astorią Bydgoszcz, ówczesne władze KS Stal w jednej z ostrowskich restauracji zorganizowały spotkanie podsumowujące zakończone niedawno zmagania. Atmosfera wśród uczestników była bardzo kiepska. Wręcz grobowa. Były podziękowania, podsumowania. Kilka suchych, standardowych wystąpień. Głos zabrał również ówczesny główny sponsor drużyny Paweł Matuszewski.

Jego przemówienie było inne, niż wcześniejsze. W tonie bardzo bojowym, optymistycznym i mobilizującym. W pewnym momencie pojawił się wątek o bambusie. O tym, jak rośnie, jak się rozwija, stając się coraz mocniejszym i większym. No i wtedy padło: wierzę, że nasza ,,Stalówka” będzie, jak to to ziarnko bambusa. Będzie się stale rozwijać i w końcu w wróci na swoje miejsce, czyli do upragnionej i wymarzonej ekstraklasy. Uczestnicy tego spotkania ze zdziwieniem spoglądali na mówiącego te słowa Pawła Matuszewskiego. Dla wielu to wszystko było nierealne do zrealizowania w najbliższych latach. Jak się jednak okazało, to były prorocze słowa. Można powiedzieć, że bambus stał się motywem przewodnim ostrowskiej koszykówki.

Paweł Matuszewski sportowo wychował się w ,,Stalówce”. Jako nastolatek trenował w klubie. Z powodzeniem występował w drużynach młodzieżowych. W drugiej połowie lat 90 znajdował się nawet w kadrze I zespołu, który walczył wtedy na zapleczu ekstraklasy. Był w składzie drużyny trenera Andrzeja Kowalczyka. Jako zawodnik nie zagrał w elicie, ale już wtedy marzył, żeby kiedyś właśnie tam znaleźć się ze ,,Stalówką”. Zanim jednak został właścicielem klubu koszykarskiej elity, był sponsorem. Najpierw przekazał sprzęt walczącej w mistrzostwach Polski drużynie juniorów. Później systematycznie zwiększał swoje wsparcie. Sponsorem tytularnym drugoligowej jeszcze drużyny został w 2010 roku.

W zupełnie inny sposób do koszykówki trafił Marcin Napierała, który będąc w sprawach zawodowych w USA trafił na mecz tamtejszej ligi akademickiej. Kilkanaście tysięcy kibiców na trybunach hali. Znakomita atmosfera. Wyborne akcje. Po powrocie do Polski, rozwijając swoją firmę znalazł się w ,Stalówce”, zostając sponsorem zespołu.

Dla Pawła Matuszewskiego i Marcina Napierały ekstraklasa była celem. Jednocześnie także marzeniem. Krok po kroku, przy wsparciu wielu osób i firm zmierzali w tym właśnie kierunku.

W maju 2015 roku, w trzecim sezonie występów w I lidze, zespół ,,Stalówki”, pod wodzą trenera Mikołaja Czaji dotrał do wielkiego finału play off. Koszykarski raj był już na wyciągnięcie ręki. Ostrowianie wkroczyli do niego po wygranej walce z Sokołem Łańcut. Po zwycięskim, czwartym meczu w dalekim Łańcucie wszystkich związanych z żółto-niebieskimi ogarnęła nie dająca się opisać radość. Szampan lał się strumieniami. Świętowano zarówno w hali w Łańcucie, jak i później podczas specjalnego bankietu w Rzeszowie. Po wyczerpującym sezonie zawodnicy mogli wreszcie odetchnąć. Zabawa trwała do białego rana. Można byłoby o niej długo pisać.

Feta była też w hali przy Kusocińskiego, gdzie na drugi dzień po awansie, wspólnie z kilkusetosobową grupą kibiców, zawodnicy bawili się doskonale. Na ten moment czekali przecież wszyscy rozkochani w ostrowskim żółto-niebieskim baskecie.

Radości nie było więc końca, ale i wtedy pojawiało się jedno, jakże istotne i kluczowe pytanie: co dalej? Zespół zwyciężył w rozgrywkach I ligi. Uzyskał prawo gry w ekstraklasie. Żeby jednak ,,Stalowcy” jesienią 2015 roku zagrali w koszykarskiej elicie, trzeba było spełnić szereg wymogów zarówno tych finansowych, jak i organizacyjnych oraz infrastrukturalnych. Potrzeba była też wola wszystkich, żeby ekstraklasa wróciła do Ostrowa Wielkopolskiego po sześciu długich latach. Tutaj już z tym tak kolorowo nie było.

Gra wśród najlepszych nie była bowiem celem i planem dla wszystkich. Paweł Matuszewski i Marcin Napierała wzięli więc sprawy w swoje ręce. Wiedzieli, że przed nimi ogromne wyzwanie pod każdym względem. Ani przez moment nie zamierzali jednak zrezygnować ze swoich planów i marzeń. Poprzez mozolną pracę byli gotowi zrobić wszystko, żeby ,,Stalówka” ponownie mogła rywalizować z Anwilem, Śląskiem, czy Treflem.

Kilka dni po awansie w Łańcucie, ówczesne władze KS Stal zorganizowały imprezę podsumowującą sezon. W trakcie tego spotkania o występach w ekstraklasie głównie mówili właśnie oni. Paweł Matuszewski i Marcin Napierała. – Nie wyobrażamy sobie, żebyśmy nie zagrali w ekstraklasie – podkreślali na każdym kroku. Podekscytowanie było widoczne u zawodników, dla których gra w elicie była spełnieniem marzeń.

Czasu do nowego sezonu nie było jednak zbyt wiele. To był początek czerwca, a w drugiej połowie lipca mijał termin przesłania wszystkich niezbędnych dokumentów do Polskiej Ligi Koszykówki. Toczyła się więc walka. Nie tylko z czasem. Także z osobami, które uznawały, że gra w ekstraklasie nie ma sensu. W międzyczasie, doszło do zmiany właścicieli obiektów przy Kusocińskiego. Klub Sportowy Stal znajdował się w poważnej zapaści, mając ogromne zadłużenie. Na ratunek pospieszyli Paweł Matuszewski i Marcin Napierała, którzy wykupili całość. Już wtedy zapowiadali, że ich celem jest, żeby zespół BM Slam Stal nie tylko zagrał w ekstraklasie, ale żeby to miało miejsce właśnie w hali przy K1.

Trwały więc intensywne prace. Do życia powołana została spółka akcyjna. Obok nowych właścicieli, ogromną pracę wykonywał Grzegorz Glubiak i szereg osób, które także zaangażowały się w ten projekt. Mijały dni. Odbywały się kolejne spotkania grupy roboczej. Ustalano, decydowano, nakreślano kolejne etapy działań. Projekt od początku zyskał dużą aprobatę władz miasta na czele z Prezydent Beatą Klimek oraz sponsorów, którzy zapowiedzieli zwiększenie swojego finansowania drużyny. Pojawili się również nowi sponsorzy. Co ciekawie w tej grupie były osoby, które przed laty zasiadały na trybunach hali K1, jako nastoletni kibice, dopingujący wówczas drużynę trenera Andrzeja Kowalczyka. Teraz były to już dorosłe osoby, prowadzące swoje firmy, które także chciały ponownie emocjonować się meczami ,,Stalówki” na poziomie ekstraklasy. Dodać należy, że trzeba było zbudować budżet na poziomie dwóch milionów złotych. To było niełatwe zadanie, ale z każdym kolejnym dniem stawało się coraz bardziej realne do wykonania.

Po kilku gorących i dość burzliwych tygodniach, nowopowstała spółka w końcu otrzymała od władz KS Stal prawo do gry w ekstraklasie, biorąc na siebie m.in. zaległości finansowe wobec zawodników i trenerów na kwotę ponad 60 tysięcy złotych. Do spółki trafili też polscy zawodnicy, którzy już wcześniej podpisali kontrakty z KS Stal.

W efekcie spółka BM Slam Stal S.A. po okresie żmudnej i wytężonej pracy złożyła w siedzibie PLK wszystkie niezbędne dokumenty licencyjne. Niestety, aplikacja została odrzucona. Było kilka braków formalnych. Drzwi do wymarzonej ekstraklasy ponownie były zamknięte. Nikt jednak nie tracił wiary i nadziei. Trzeba było znaleźć klucz do drzwi od koszykarskiego raju.

Ten klucz był w drugiej instancji, czyli w Komisji Odwoławczej Polskiego Związku Koszykówki. Jeszcze dzień przed zebraniem komisji, ówczesny prezes PLK Jacek Jakubowski otrzymał kilka wiadomości m.in. mailowych, które miały zdyskredytować władze nowej spółki i sprawić, że licencja nie będzie możliwa do uzyskania.

Zobacz video:


Materiał Telewizji Proart informujący
o powołaniu do życia BM Slam Stal S.A.

 

 

Braki w dokumentach zostały uzupełnione. Nowa spółka przedstawiła gwarancje finansowe. Komisja Odwoławcza pozytywnie rozpatrzyła wniosek BM Slam Stal. Tym samym 12 sierpnia 2015 roku stało się jasne, że po sześciu długiach latach, ekstraklasa wraca do Ostrowa Wielkopolskiego!

Pierwotnie trenerem zespołu w premierowym sezonie miał być Mikołaj Czaja. Jego kandydatura stała się nieaktualna, bowiem na kilka dni przed zebraniem Komisji Odwoławczej, trener Czaja przekazał informację polskim zawodnikom z ważnymi kontraktami, żeby rozpoczęli poszukiwania nowych klubów. Wskazywało więc na to, że nie wierzył w pozytywne zakończenie starań o licencję. Ta wiadomość dotarła do osób zaangażowanych w ten projekt podczas kolejnego roboczego spotkania w siedzibie firmy Slam Poland. Przekazał ją jeden z zawodników. Zapanowała zarówno konsternacja, jak i duże zdziwienie oraz zaskoczenie. Od razu więc przerwano dyskusję. Prezes Matuszewski opuścił salę. Wykonał w międzyczasie telefon do Mikołaja Czaji. Po powrocie zapytał: Kto waszym zdaniem będzie odpowiednim kandydatem na stanowisko trenera naszej drużyny?

Padło kilka nazwisk. Na początku byli to polscy szkoleniowcy. Później ktoś z zebranych wysunął propozycję Mindaugasa Budzinauskasa, który w 2002 roku z ostrowskim klubem sięgnął po brązowy medal, a w 2015 roku był obiecującym szkoleniowcem. Po chwili jednak pojawiło się nazwisko legendarnego w Ostrowie Wielkopolskim Zorana Sretenovića. Paweł Matuszewski jest osobą, która nie lubi tracić czasu. Lubi działać szybko i skutecznie. Po chwili więc do Zorana Sretenovića dzwonił już Grzegorz Glubiak.

Do podpisania kontraktu z Zoranem Sretenovićem doszło w zaciszu restauracji Hotelu Komeda. To miejsce przez wiele lat było punktem spotkań Andrzeja Kowalczyka. ,,Kowal’ właśnie w Komedzie świętował sukcesy prowadzonej przez siebie drużyny. No i w tym hotelu po kilku godzinach rozmów, prezesi Matuszewski i Napierała postanowili podpisać dwuletnią umowę z Zoranem, dla którego był to powrót do Ostrowa Wielkopolskiego, ale już w roli trenera. Ta wiadomość wywołała euforię wśród ostrowskich kibiców basketu, dla których powierzenie roli szkoleniowca właśnie ,,Srecie” było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

W sierpniu było już także pewne, że w debutanckim sezonie ostrowski zespół swoje ligowe mecze będzie musiał rozgrywać w hali Arena w Kaliszu. Pomimo wielu starań i prób, dostosowanie hali przy Kusocińskiego do wymogów ekstraklasy było niemożliwe. Stąd też zapadła decyzja o całkowitej rozbudowie tego obiektu. Nie pozostawało nic innego, jak przeprowadzenie w trybie eksperowym rozmów z władzami Kalisza. Ówczesny prezydent Grzegorz Sapiński scedował cały proces na barki wiceprezydenta Piotra Kościelnego. Można było mieć obawy, czy pomysł z grą ostrowskiej drużyny w kaliskiej hali wypali. Tym bardziej, że w tym obiekcie występowały już dwa kaliskie zespoły ligowe: piłkarzy ręcznych i siatkarek. Na szczęście, rozmowy były jednak szybkie i konkretne. Nieocenione było także wsparcie szefa OSRiR w Kaliszu Mirosława Przybyły. Hala Arena została pozytywnie zweryfikowana przez władze PLK.

Przyznać jednak należy, że występy w Kaliszu były dużym wyzwaniem pod wieloma względami. Treningi ,,Stalowców” rozpoczynały się bowiem o godzinie 20, kończąc się po dwóch godzinach. Zanim więc zawodnicy dotarli do Ostrowa Wielkopolskiego była już niemal północ, a na drugi dzień, około godziny 9 rano były już zajęcia w siłowni oraz trening rzutowy w hali K1. Gracze BM Slam Stal mieli więc niewiele czasu na tak potrzebną i niezbędną regenerację. Na trasie Ostrów Wielkopolski – Kalisz kursował jednak bus. Część graczy na treningi dojeżdżała samochodami. Była jednak grupa polskich koszykarzy, którzy podróżowali specjalnym busem podstawianym przez Pawła Matuszewskiego. Panowała w nim wesoła atmosfera. W roli kierowców występowali różni zawodnicy.

Po otrzymaniu licencji na grę w elicie, w klubie rozpoczęły się jeszcze bardziej intensywne przygotowania do sezonu. Trener Sretenović poszukiwał zawodników zagranicznych. Z wielu względów nie było to łatwe zadanie.

Po 1, w tym okresie na rynku transferowym nie było już zbyt wielu ciekawych graczy. O tej porze większość z nich miała już podpisane kontrakty w różnych miejsach na świecie. Po 2, dla zagranicznych agentów klub BM Slam Stal był całkowicie nieznany. Stąd też spoglądali w stronę Ostrowa Wielkopolskiego z dużą ostrożnością, wręcz nieufnością. Zupełna pustka była za to na rynku polskich graczy.

Agenci jednak nie próżnowali klubowa skrzynka mailowa każdego dnia była pełna oferta najprzeróżniejszych zawodników. Zoran Sretenović szukał oczywiście zawodników na trzy pozycje: rozgrywającego, skrzydłowego oraz środkowego. Szkoleniowiec BM Slam Stal miał określony budżet na trójkę obcokrajowców. Musiał więc umiejętnie dzielić finanse.

Priorytetem było podpisanie oczywiście doświadczonego rozgrywającego, który miał być liderem drużyny. Wśród kandydatów do gry był choćby Chris Wright, który w ostatnim sezonie występował w Toruniu. Kandydaci do gry byli oczywiście długo sprawdzani i analizowani zarówno przez trenera Sretenovića, jak i jego asystenta Djuro Majkića. W między czasie na rynku pojawiło się nazwisko mającego solidną pozycję w europejskim baskecie Curtisa Millage’a, jednak negocjacje z jego agentem trwały dość długo. Amerykanin liczył bowiem na znalezienie pracy w klubie z mocniejszej ligi, w którym będzie miał szansę na występy w europejskich pucharach.

Na pozycję numer 3 dwójka agentów: Tomasz Matyśkiewicz i Grzegorz Piekoszewski zaproponowali debiutanta na zawodowych parkietach Deshawna Delaney’a. Do Ostrowa Wielkopolskiego trafił po występach na uniwersytecie Nowy Meksyk. Na liście trenera BM Slam Stal byli też tacy gracze, jak: Darious Moten, który w trakcie ostatniego sezonu występował w Sopocie, czy Jarvis Threatt – brat grającego w ,,Stalówce” w minionych rozgrywkach Jay’a.

Najpierw więc, pod koniec sierpnia 2015 roku, udało się sfinalizować rozmowy z Deshawnem Delaney’em. Kilka dni później parafowano umowę z Curtisem Millage’em, którego zakontraktowanie było sporym sukcesem. Amerykanin miał bowiem mocną pozycję na europejskim rynku. W debiutanckim sezonie w ekstraklasie, to właśnie ten zawodnik był najdroższym w składzie BM Slam Stal. Z perspektywy czasu należy powiedzieć, że podpisanie kontraktu z tym graczem było dobrym ruchem. Millage był bowiem liderem drużyny. Widać było u niego duże doświadczenie z kilkunastoletniej kariery na zawodowych parkietach. Potrafił dostosować się do warunków. Wiedział, że trafił do klubu, który debiutuje w ekstraklasie i jest na etapie tworzenia wszystkiego od podstaw.

Dość długo trwały tymczasem poszukiwania środkowego. Trener Sretenović pierwotnie chciał pozyskać gracza wysokiego o mocnych warunkach fizycznych. Prowadzone były rozmowy z mierzącymi prawie 210 centrymetrów pierwszoroczniakami: Mattem Stainbrook’iem oraz Corey Petrosem. W orbicie zainteresowań znajdował się również znany z gry w Anwilu Włocławek Keith Clanton. Agent Curtisa Millage’aAndy Bountogianis z agencji Klutch Sports Group, mającej w swojej stajni wielu zawodników NBA na czele z LeBronem Jamesem, zachęcał za to do zakontraktowania debiutanta z uniwersytetu Witchita Dariusa Cartera (prywatnie kuzyna LeBrona Jamesa). Szkoleniowiec ,,Stalówki” postawił jednak na gracza zupełnie innego typu. Na skocznego i dynamicznego Darriusa Garretta, który później szybko zakończył swoje występy ze względu na poważną kontuzję.

Zresztą od początku przygoda Garretta ze ,,Stalówką” nie była udana. Amerykanin dotarł do Polski z opóźnieniem, bowiem w pierwotnym terminie, po przyjeździe na lotnisko w USA, zorientował się, że z domu nie zabrał paszportu. W tej sytuacji lot przepadł. Trzeba było poszukiwać innego połączenia. Wyleciał kilka dni później, ale w drodze do Polski gdzieś zawieruszył się jego bagaż. W Ostrowie Wielkopolskim był dzień przed wyjazdem na zgrupowanie. Dlatego w trybie ekspresowym z Grzegorzem Glubiakiem udał się do Galerii Ostrovia, gdzie kupił dla siebie podstawowe rzeczy.

Zupełna pustka była za to na rynku polskich graczy. Po przejęciu z KS Stal, kontrakty ważne mieli: Tomasz Ochońko, Mateusz Zębski, Wojciech Żurawski, Wojciech Pisarczyk, Adrian Mroczek-Truskowski i Adam Kaczmarzyk. Z dostępnych krajowych zawodników, którzy prezentowali odpowiedni poziom pozostał tylko dobrze znany kibicom Marcin Sroka, który dość szybko zdecydował się na podpisanie kontraktu. Później szansę w trakcie przygotowań otrzymali jeszcze będący bez klubów dwaj zawodnicy: Adrian Suliński oraz Jakub Koelner, którzy ostatecznie także podpisali umowy z klubem.

Dużo trudności było także w trakcie opracowywania planu przygotowań. Działo się to w połowie sierpnia. W momencie, gdy niemal wszystkie zespoły miały już zakontraktowane sparingi oraz turnieje. Stąd też pojawił się temat zgrupowania w Belgradzie, w którego trakcie ,,Stalowcy”, dzięki kontaktom Zorana Sretenovića, mogli rozgrywać mecze kontrolne z zespołami serbskiej ekstraklasy. Podczas pobytu zawodnicy ,,Stalówki” przekonali się na własne oczy, jak dużą osobistością w Serbii jest ,,Sreta”. Historie związane z Zoranem z czasów jego gry opowiadali zarówno choćby pracownicy restauracji, czy też taksówkarze.

Wystarczy powiedzieć, że na niewiele ponad tydzień przed pierwszym treningiem, trwało gorączkowe kompletowanie sprzętu niezbędnego do treningów. Na dobrą sprawę nie było nawet jednej piłki do treningu typowo koszykarskiego. Poszukiwane były mieszkania dla zawodników. Układany był plan logistyczny związany z treningami i meczami w kaliskiej hali oraz mnóstwo innych, niezbędnych do występów w ekstraklasie rzeczy. To wszystko miało miejsce na niespełna sześć tygodni przed inauguracyjnym ligowym meczem w Lublinie.

Nikt jednak nie zamierzał narzekać. Wszystkie osoby zaangażowane w ten projekt pracowały w pocie czoła z uśmiechem na twarzy. Spotkania grupy roboczej odbywały się kilka razy w tygodniu. Telefony były rozgrzane do czerwoności. Występy ,,Stalówki” w ekstraklasie napędzały i nakręcały wszystkich. Optymizm i entuzjazm był ogromny. Pomysłów na funkcjonowanie i rozwijanie klubu było mnóstwo. Jednym słowem nie było rzeczy niemożliwych do zrobienia i osiągnięcia. Krok po kroku realizowano wszystkie plany.

W poniedziałek, 24 sierpnia 2015 roku, na stadionie przy Kusocińskiego ruszyły przygotowania do nowego sezonu. Kolejne problemy, już tradycyjnie, zostały pokonane. Drużynie stworzono optymalne warunki do pracy.

Projekt o nazwie BM Slam Stal w ekstraklasie rozpoczął się na dobre…

Autor tekstu: Bartosz Karasiński

Już za tydzień II część, a w niej m.in.:

  • o zakontraktowaniu w roli trenera Emila Rajkovića 
  • w jaki sposób do ,,Stalówki” trafił Marc Antonio Carter 
  • czy Aaron Johnson był bliski opuszczenia drużyny

Zapraszamy!