Aktualności

Historia prawdziwa. Część II
03.05.2020

Czas na II część naszego nowego cyklu ,,Historia prawdziwa”. Dziś zdradzimy kulisy zatrudnienia w roli trenera Emila Rajkovića, który doprowadził naszą ,,Stalówkę” do dwóch medali mistrzostw Polski. Przeczytacie także o zakontraktowaniu Marca Antonio Cartera oraz o problemach Aarona Johnson, który w pewnym momencie był bliski opuszczenia BM Slam Stal. To wszystko tylko u nas! Miłej lektury.

Dlaczego Rajković?

Drugi sezon występów w ekstraklasie ostrowski zespół rozpoczął od przegranej w Toruniu. Kilka dni później ,,Stalowcy” przez długi czas prowadzili w Radomiu, ale na finiszu lepsza okazała się Rosa. W III kolejce w niedzielę, 16 października 2016 roku do Ostrowa Wielkopolskiego przyjechał Trefl Sopot. To miał być przełomowy mecz, który miał pozwolić odnieść premierowe zwycięstwo w sezonie. Niestety, ostrowski zespół ponownie zawiódł. Grał słabo i przegrał 70:73.

Kilka minut po zakończeniu tego spotkania prezes Paweł Matuszewski zwołał naradę w siedzibie klubu. Obecny był drugi z właścicieli klubu Marcin Napierała oraz Grzegorz Ardeli i Bartosz Karasiński. Wtedy właśnie doszło do analizy całej sytuacji. Rozmowy dotyczyły nie tylko stylu gry i umiejętności prezentowanych przez zawodników, ale i relacji na linii trener Zoran Sretenović – drużyna. Spotkanie trwało kilka dobrych godzin. Ostatecznie wszyscy zgodnie stwierdzili, że jest źle. Wtedy też automatycznie zapadła decyzja o dokonaniu zmiany na stanowisku trenera.

Rozpoczęto rozmowy z kandydatami. Nazwisk było kilkanaście. Skupiono się na poszukiwaniu zagranicznego szkoleniowca.

Jeden z agentów polecał dobrze znanego w Ostrowie i w polskiej lidze Miliję Bogicevića. Serbski menago Ivan Asanin proponował Donaldsa Kairysa, który z powodzeniem pracował wcześniej w Słupsku. Były również oferty: znanego z pracy w Zgorzelcu Miodraga Rajkovića, litewskiego szkoleniowca Kestutisa Kemzury oraz Emila Rajkovića, który miał za sobą pracę w Śląsku Wrocław.

Z Macedończykiem bezpośrednie rozmowy przeprowadzał Paweł Matuszewski. Rajković miał ciekawą wizję pracy i prowadzenia zespołu, która niemalże od razu przypadła do gustu właścicielom klubu. Stąd też zapadła decyzja o jego przylocie do Polski w poniedziałek i spotkaniu z władzami klubu. – Czuję, że to będzie odpowiedni człowiek do pracy z naszym zespołem – podkreślał Paweł Matuszewski. Jak się później okazało miał całkowitą rację.

W poniedziałek, 5 czerwca 2016 roku zespół BM Slam Stal pod wodzą Emila Rajkovića sięgnął po brązowy medal mistrzostwo Polski:

Emil Rajković z przygodami leciał ze Skopje do Polski. Warunki pogodowe były niekorzystne i tym samym samolot zmuszony był lądować we Wiedniu. Tam w hotelu nieopodal lotniska spędził noc. W Polsce wylądował we wtorkowy poranek. Do pierwszego spotkania władz klubu z trenerem Rajkovićem doszło w restauracji hotelu Villa Royal. To było wtorkowe popołudnie, 18 października 2016 roku.

Zanim jednak rozpoczęto rozmowy poświęcone pracy w ,,Stalówce”, Emil Rajković opowiadał o swojej dotychczasowej przygodzie z koszykówką. Mówił zarówno o czasach, kiedy był zawodnikiem, jak i pracy trenerskiej. Emil Rajković to osoba bardzo rodzinna. Dla niego najbliżsi są na pierwszym miejscu. Ma dwie córki. Tak samo zresztą, jak Paweł Matuszewski. Stąd też rozmowy dotyczyły też tych spraw. To wszystko było ważne. Dzięki temu władze klubu mogły poznać Rajkovića, jako człowieka.

Później Macedończyk przedstawił swój plan na pracę z zespołem BM Slam Stal. Zaprezentował swoją wizję. Zwrócił uwagę na problemy, który wtedy trapiły drużynę. – Koszykówka jest całym moim życiem. Poświęcam jej wszystko. Mogę pracować 24 godziny na dobę. Jestem uzależniony od zwycięstw. Jestem gotowy do całkowitego poświęcenia, żeby prowadzony przeze mnie zespół odnosiły sukcesy. Wiem, że w tym zespole nieuniknione są zmiany kadrowe. Potrzebujemy lepszej jakości zawodników. Wiem, którzy z graczy muszą tu zostać. Do nich trzeba dotrzeć i wyciągnąć to wszystko, co mają najlepsze – mówił Rajković, w którego oczach widać było ten błysk, determinację i ogromną chęć odnoszenia sukcesów.

Dwugodzinna rozmowa zakończyła się uściskiem dłoni. – Witamy w BM Slam Stal. Ma Pan nasz całkowity kredyt zaufania. Jestem przekonany, że wspólnie poprzez ciężką pracę i maksymalne zaangażowanie, razem doprowadzimy nasz klub do sukcesów – powiedział Paweł Matuszewski, który marzył o tym, żeby jego zespół dołączył do ścisłej ligowej czołówki i na dobre włączył się w walkę o medale mistrzostw Polski.

Po kilku minutach wszyscy już spotkali się z zespołem w hali przy Wrocławskiej. Tam odbył się pierwszy trening pod wodzą nowego trenera. Emil Rajković od pierwszego dnia zabrał się za ciężką pracę.

Emil Rajković odpowiadający na pytania kibiców:

Carter z samolotu na mecz

Marc Antonio Carter. Ten zawodnik trafił do naszej ,,Stalówki” w dość zwariowanych okolicznościach. Jego transfer był jednak strzałem w dziesiątkę. O tym, że Carter dał wiele drużynie, mając ogromny wkład w sukcesy żółto-niebieskich nie ma sensu pisać. To bowiem wiedzą wszyscy.

Ciekawsze są kulisy jego transferu. Trener Emil Rajković przygotowując zmiany w swoim zespole, poszukiwał bardziej rozgrywającego, niż rzucającego obrońcy. Pozycja Aarona Johnsona była mocno zagrożona. Emil Rajković analizował, czy filigranowy AJ będzie odpowiednim zawodnikiem, żeby poprowadzić zespół do sukcesów.

W międzyczasie włoski agent Manuel Capiccioni wspólnie ze swoim polskim partnerem Bartłomiejem Sabiną zaprezentowali ofertę Cartera, czyli gracza głównie na pozycję numer 2. To było zaledwie kilka dni przed zaplanowanym na sobotę, 12 listopada 2016 roku telewizyjnym meczem z MKS-em Dąbrowa Górnicza. W tym czasie trener Rajković wspólnie ze swoim asystentem Marko Velickovićem niemal w ogóle nie spali. Spędzali głównie czas w klubowym biurze. Oglądali przesyłanych przez agentów zawodników, a było ich kilkudziesięciu każdego niemal dnia. Po analizie gry, wykonywali wiele telefonów po całym świecie, weryfikując zarówno sportowo, jak i osobowościowo kandydatów do gry.

Po pojawieniu się kandydatury Cartera, szkoleniowiec ,,Stalówki” niemal od razu był zdecydowany na jego transfer. Wiedział, że jest to klasowy zawodnik, który ma mnóstwo atutów i jego pozyskanie to wielka szansa. Miał za sobą grę w dwóch dużych greckich klubach: PAOK-u Saloniki i AEK-u Ateny.

Marc Antonio Carter spędził w ,,Stalówce” dwa sezony. Rozegrał 63 mecze, zdobywając 673 punkty:

Na przeprowadzenie tego transferu potrzebna była oczywiście zgoda właścicieli klubu. – Mam do trenera całkowitego zaufanie. Wiem, że musimy przebudować zespół. Dlatego skoro uważacie, że ten zawodnik wniesie wiele dobrego do drużyny, to macie moją zgodę. Działajcie – przekazał Paweł Matuszewski. Pojawiło się więc tak potrzebne zielone światło od władz klubu. Czasu do meczu z MKS-em było jednak niewiele. W trybie ekspresowym trzeba było sfinalizować rozmowy, sprawdzić umowę kontraktową i dokonać w niej ewentualnych zmian. Poza tym, do załatwienia pozostawały kwestie związane ze zgłoszeniem zawodnika do ligi, z pozyskaniem listu czystości. Trzeba było podpisać kilka niezbędnych dokumentów. Była też kwestia związana z samym przylotem zawodnika. Carter od początku podkreślał, że w momencie podpisania kontraktu, od razu wsiada w samolot i leci do Polski. Tak też się stało. W czwartkowy wieczór wyruszył w podróż.

W Warszawie pojawił się w piątkowe popołudnie. W Ostrowie Wielkopolskim był po godzinie 20, od razu udając się na konieczne badania lekarskie. Bez ich przeprowadzenia gra w sobotnim meczu była niemożliwa. Tutaj ostrowski klub mógł liczyć (tak, jak zawsze) na wsparcie zarówno od Adama Stangreta, jak i doktor Anny Buchwald. Mimo późnej pory, udało się wszystko przeprowadzić.

Kilkanaście godzin później był już na parkiecie ostrowskiej hali, bowiem mecz z MKS-em rozpoczynał się o godzinie 12:40. To był debiut niemal prosto z samolotu. Nowych kolegów z drużyny poznał dopiero w szatni na niespełna dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem. Właśnie w szatni otrzymał też podstawowe informacje w kwestii taktyki i systemu gry. To wszystko w trybie ekspresowym tłumaczyli mu trenerzy oraz zawodnicy.

Premierowy występ zakończył się sukcesem. ,,Stalówka” wygrała 70:60. Carter spędził na parkiecie 16 minut, zdobywając 7 punktów. Już w tym pierwszym meczu, nie znając kompletnie drużyny, pokazał, że jest zawodnikiem z wysokiej półki, którego gra przyniesie zespołowi wiele korzyści. W jego grze widać było nie tylko znakomite umiejętności, ale też doskonałe czucie gry i inteligencję boiskową.

Zobacz skrót meczu BM Slam Stal – MKS Dąbrowa Górnicza, w którym debiutował Marc Antonio Carter:

Johnson jedną nogą w samolocie

Transfer Marca Antonio Cartera wiąże się także z sytuacją Aarona Johnsona. Amerykańskiego gracza już w trakcie poprzedniego sezonu Zoranowi Sretenovićowi polecał serbski agent Ivan Asanin. Johnson w sezonie 2015/2016 z powodzeniem grał w Rumunii, należąc do najlepszych ,,jedynek” w lidze.

Aaron Johnson latem 2016 roku w notesie Zorana Sretenovića znajdował się na trzecim, albo czwartym miejscu. Ówczesny trener naszej drużyny był bardziej zainteresowany pozyskaniem innych zawodników. To było jednak niemożliwe. Tamci gracze postanowili wybrać inne kluby. Były to drużyny rywalizujące w europejskich pucharach. Wtedy też Zoran ostatecznie uznał, że w tej sytuacji sięga po Johnsona.

– Przyjechałem tutaj, żeby moja drużyna zwyciężała. Ja natomiast będę najlepszym rozgrywającym w tej lidze – mówił Amerykanin po pojawieniu się w Ostrowie Wielkopolskim.

Nieudany początek sezonu i zmiana na stanowisku trenera sprawiły, że po przyjściu nowego trenera pozycja Aarona Johnsona była mocno zagrożona. Trener Emil Rajković miał wątpliwości, czy ten gracz na newraligcznej pozycji numer 1, da jego drużynie to wszystko, co jest niezbędne do osiągania sukcesów.

Oglądanie Aarona Johnsona w barwach ,,Stalówki” było dla ostrowskich kibiców wielką przyjemnością:

29 października 2016 roku ostrowski zespół doznał bolesnej porażki u siebie z Polpharmą Starogard Gdański. To był drugi mecz pod wodzą Emila Rajkovića, który tydzień wcześniej w debiucie zwyciężył w Tarnobrzegu z Siarką. Mecz z Polpharmą miał być więc kolejnym krokiem w dobrą stronę. Niestety, zakończył się niepowodzeniem. Okazało się także, że Johnson nabawił się urazu i nie będzie mógł zagrać w kolejnym spotkaniu w Szczecinie. Trzy dni przed tym meczem doszło do spotkania władz klubu oraz trenera Rajkovića z zawodnikiem. Sytuacja była gorąca. Rozważano różne możliwości. Była też poważnie rozważana opcja rozwiązania kontraktu z Aaronem. Można powiedzieć, że w pewnym momencie Aaron Johnson jedną nogą znajdował się już nawet w samolocie do Chicago.

Ostatecznie uznano, że obydwie strony dają sobie czas na znalezienie wyjścia z impasu. Johnson w Szczecinie nie zagrał. ,,Stalówka” nie miała większych szans w rywalizacji z Kingiem, przegrywając 83:102.

Trener Emil Rajković wziął się jednak do pracy z Johnsonem. Macedoński szkoleniowiec potrafił znaleźć wspólny język z amerykańskim graczem. Odbył wiele rozmów z zawodnikiem. Tutaj podkreślić należy, że od strony mentalnej i psychologicznej, Emil Rajković wiedział, jak rozmawiać z zawodnikami i docierać do nich.

W efekcie poprzez ciężką pracę stworzyli idealny duet, który doskonale się rozumiał i wybornie ze sobą współpracował. Trener Rajković potrafił umiejętnie ustawić system gry, co sprawiło, że świetnie wykorzystał umiejętności Johnsona, który z każdym tygodniem prezentował się coraz lepiej. Wyrósł na prawdziwego generała ostrowskiej drużyny, prowadząc ją do wielkich sukcesów. Aaron stał się gwiazdą ligi. Dwukrotnie został najlepiej podającym graczem Energa Basket Ligi.

Aaron Johnson był najlepszym rozgrywającym Energa Basket Ligi w sezonach 2016/2017 i 2017/2018:

Florence o krok od ,,Stalówki”

Skoro jesteśmy przy roszadach kadrowych, warto także wspomnieć to wszystko, co działo się w ostatnim dniu okienka transferowego w sezonie 2017/2018. Ostrowski zespół grał wtedy świetnie zajmując pozycję w czołowej trójce ligi. Rok wcześniej w Ostrowie Wielkopolskim świętowano wywalczenie brązowego medalu. To sprawiło, że apetyty wzrosły. Celem był finał play off i walka o mistrzostwo Polski. Pojawił się więc temat wzmocnienia drużyny przed decydującą częścią rozgrywek.

Ostatnim dniem okienka transferowego był piątek, 16 marca 2018 roku. Dzień wcześniej do klubu trafiła oferta Stephena Holta, który kilka tygodni wcześniej zakończył występy w lidze australijskiej. Amerykanina zaoferował Tarek Khrais. W międzyczasie pojawiła się możliwość zakontraktowania Jamesa Florence’a, który był wówczas zawodnikiem klubu z Zielonej Góry. Była opcja, że amerykański gracz będzie mógł opuścić ten klub. Emil Rajković nie ukrywał już wcześniej, że James Florence należy do grona jego ulubionych zawodników biegających po polskich parkietach. Wielokrotnie w rozmowach podkreślał, że chciałby go mieć w swoim zespole.

Prowadzone były więc rozmowy z samym zawodnikiem, jak i jego agentem. Florence rozważał jednak różne opcje. W pewnym momencie wydawało się, że jego przenosiny do BM Slam Stal są przesądzone. W klubowym biurze rozpoczęło się nawet kompletowanie dokumentów potrzebnych do zgłoszenia w Polskiej Lidze Koszykówki. Sytuacja jednak zmieniała się, jak w kalejdoskopie. Około godziny 14, w piątkowe popołudnie Florence poinformował, że decyduje się na pozostanie w Zielonej Górze.

Wtedy w życie wszedł plan B, którym było zakontraktowanie właśnie Stephena Holta. Do zamknięcia okienka pozostawały niespełna dwie godziny. Adrenalina była duża, a czasu niewiele. Był problem, żeby zakontaktować się z przebywającym w Portland zawodnikiem. W pewnym momencie wydawało się, że ten transfer nie dojdzie jednak do skutku. Ostatecznie wszystkie niezbędne dokumenty zostały skompletowane i wysłane do PLK rzutem na taśmę. Wiadomość mailowa do biura ligi trafiła o godzinie 15:58, czyli 120 sekund przed zamknięciem okienka transferowego.

Zostańmy jeszcze przy sezonie 2017/2018, który ostatecznie naszej drużynie przyniósł największy sukces w historii, czyli tytuł wicemistrza Polski. W tamtym okresie Emil Rajković usilnie poszukiwał klasowego środkowego. Pod koniec 2017 roku kilka spotkań w ,,Stalówce” rozegrał Kevinn Pinkney, jednak nie prezentował odpowiednio wysokiego poziomu. Tym samym jego kontrakt został rozwiązany po kilku tygodniach. Szkoleniowiec ostrowian nie ustawał w poszukiwaniach. Pierwszym środkowym był Adam Łapeta, który dzięki systemowi gry i współpracy z Aaronem Johnsonem rozgrywał jeden z najlepszych sezonów w swojej karierze. Na pozycji numer 5 wspierał go Jure Skifić. Był też Szymon Łukasiak, który jednak stracił sporo czasu ze względu na kontuzję. W kadrze znajdowali się również: Grzegorz Kulka i Grzegorz Surmacz. Cały czas analizowani byli gracze przesyłani przez agentów. Jednym z nich był dwukrotny mistrz NBA z Miami Heat 36-letni wówczas Joel Anthony, który w najlepszej lidze świata spędził łącznie 10 sezonów, rozgrywając w niej blisko pół tysiąca meczów. Jego ofertę zaprezentował Ben Pensack, który wcześniej do Ostrowa Wielkopolskiego wysłał Shawna Kinga. Ostatecznie do podpisania kontraktu nie doszło.

Podczas pracy Emila Rajkovića w Ostrowie Wielkopolskim rytuałem były niemal codzienne spotkania całego sztabu. Szkoleniowiec ,,Stalówki” w towarzystwie swojego asystenta Marko Velickovića, Bartosza Karasińskiego, Grzegorza Ardelego i Patryka Pankowiaka, przy filiżance dobrej kawy, bądź przy obiedzie, dyskutowali zarówno o koszykówce, jak i innych dyscyplinach. Były też oczywiście inne tematy, jak polityka, czy historia.

Jedna z wielu znakomitych akcji w wykonaniu Aarona Johnsona i Mateusza Kostrzewskiego:

W trakcie jednego z takich spotkań, Grzegorz Ardeli rozmawiał telefonicznie z pracującym wówczas w Stelmecie Zielona Góra Andrzejem Adamkiem. W trakcie tej rozmowy okazało się, że zielonogórzanie rozważają rozwiązanie kontraktu z Nikolą Markovićem. Serbski podkoszowy trafił do Stelmetu kilka tygodni wcześniej z Trefla Sopot. Wobec problemów w trakcie poszukiwań centra, uznano w ostrowskim klubie, że podpisanie kontraktu z wszechstronnym Serbem będzie dobrym ruchem. Zresztą Nikola Marković był przymierzany do ,,Stalówki” już wcześniej. Latem 2016 roku jego ofertę Zoranowi Sretenovićowi przedstawił Hubert Radke. Wtedy Marković był po udanym sezonie w dobrze znanym kibicom greckim klubie PAOK Saloniki. Ówczesny trener ostrowian znał dobrze Markovića. Nie zdecydował się jednak na tego gracza. Zoran Sretenović był bowiem zwolennikiem mocnych fizycznie, wręcz masywnych środkowych. Wybór padł wtedy na Marvina Jeffersona, który, jak dobrze pamiętamy nie grał w Ostrowie Wielkopolskim zbyt długo. Rozstanie z Jeffersonem było jednym z pierwszych ruchów Emila Rajkovića. Rozwiązanie kontraktu z Amerykaninem mocno ułatwił fakt, że w tym samym czasie jego agent znalazł dla niego klub w II lidze tureckiej. Tym samym ostrowski klub nie musiał ponosić dodatkowych kosztów związanych z rozwiązaniem tej umowy.

Nikola Marković rozegrał 24 mecze w BM Slam Stal, mając duży wkład w wywalczenie wicemistrzostwa Polski:

Na początku swojej pracy Emil Rajković skupił się więc na pozyskaniu środkowego. Chciał wzmocnić zespół zawodnikiem sprawdzonym o uznanej marce na europejskich parkietach. Przy wyborze graczy obok oceny ich umiejętności i charakteru oraz ceny, ważny jest także element szczęścia. Na początku sezonu klasowi zawodnicy mają przecież podpisane kontrakty. Ruchy transferowe zaczynają się zazwyczaj na przełomie listopada i grudnia. Emil Rajković jest jednak szkoleniowcem, który ma przy sobie to wspomniane i jakże ważne szczęście. Proponowani byli różni zawodnicy. To byli jednak gracze, którzy nie prezentowali odpowiednich umiejętności. W końcu pewnego dnia zadzwonił telefon. Z ostrowskim klubem skontaktował się Ben Pensack, posiadający w swojej agencji wielu klasowych zawodników. Poinformował, że dostępny jest Shawn King, który kilkanaście dni temu rozstał się z francuskim klubem Gravelines Dunkierka. To była szansa, z której trzeba było skorzystać za wszelką cenę. Zawodników tego pokroju nie było bowiem wtedy na rynku. Wystarczył rzut oka na koszykarskie CV Shawna Kinga, żeby wiedzieć, że jest to klasowy gracz. Nikt nie zamierzał tracić czasu. Rozmowy potoczyły się błyskawicznie. King trafił do ,,Stalówki” i grał znakomicie. Stworzył doskonały duet z Aaronem Johnsonem. Wygrał klasyfikację na najlepiej zbierającego zawodnika ligi z imponującą średnią na poziomie ponad 10 zbiórek. Do centra ,,Stalówki” trafiła także nagroda MVP Energa Basket Ligi w sezonie zasadniczym.

Shawn King w sezonie 2016/2017 został wybrany MVP Energa Basket Ligi:

Przechwyt ,,Kostka” ze Zgorzelca

Ciekawą historię ma również zakontraktowanie Mateusza Kostrzewskiego, który do ,,Stalówki” trafił w drugim sezonie gry w elicie. To był początek 2017 roku. Już wtedy w środowisku koszykarskim było sporo informacji o problemach finansowych Turowa Zgorzelec, który miał zaległości wobec swoich zawodników. W tym gronie był i Mateusz Kostrzewski. To właśnie otwierało szansę na jego pozyskanie. Doskonale realia mające miejsce w Zgorzelcu znał Grzegorz Ardeli. Do jego spotkania z Mateuszem Kostrzewskim doszło dość przypadkowo w Zgorzelcu.

Znali się dobrze z z okresu wspólnego pobytu w Turowie. Porozmawiali. Kostrzewski opowiedział, w jakiej znajduje się sytuacji. Nie ukrywał, że z chęcią zmieni barwy klubowe. Potrzebował nowego miejsca, żeby mieć dodatkowy bodziec do gry. Chciał osiągać sukcesy i dobrze wiedział, że w ,,Stalówce” będzie na to szansa.

Wtedy właśnie na dobre pojawił się temat jego ściągnięcia do Ostrowa Wielkopolskiego. Trener Emil Rajković wiedział doskonale, że pozyskanie ,,Kostka” będzie znaczącym wzmocnieniem dla jego drużyny. Zakontraktowanie Kostrzewskiego zajęło jednak kilka dobrych tygodni. Finalizacja rozmów nastąpiła w lutym. Wtedy w jednym z wrocławskich hoteli doszło do spotkania zawodnika z właścicielami ostrowskiego klubu. Tutaj kluczowa była rozmowa ,,Kostka” z Pawłem Matuszewskim, który potrafił go przekonać do ostatecznej decyzji. Efektem tych rozmów było podpisanie umowy na okres półtora roku. Kostrzewski w żółto-niebieskiej ,,Stalówce” Emila Rajkovića czuł się wybornie. Zarówno w sezonie 2016/2017, jak i 2017/2018 znajdował się w kapitalnej, wręcz życiowej formie.

Występując w BM Slam Stal, Mateusz Kostrzewski znajdował się w życiowej dyspozycji:

Gwiazda z NBA bliska ,,Stalówki”

Pod koniec lutego 2019 roku ostrowski klub prowadził również rozmowy w kwestii pozyskania doskonale znanego kibicom na całym świecie Nate’a Robinsona. Możliwość pozyskania trzykrotnego zwycięzy konkursu wsadów przedstawił agent Andrzej Gostomski. Amerykanin przez szereg lat był gwiazdą ligi NBA, ale po raz ostatni zagrał w niej w 2015 roku. Później występował w Izraelu, a w 2017 roku wywalczył mistrzostwo Wenezueli. W sezonie 2018/2019 miał grać w Libanie, ale kontrakt z tamtejszym klubem rozwiązany został z powodu kontuzji.

Na początku 2019 roku Robinson dał sygnał swoim agentom, że z jego zdrowiem jest dużo lepiej i żeby rozpoczęli poszukiwania dla niego klubu. Robinson chciał trafić do Europy. Oferta trafiła do naszej ,,Stalówki”. W grę oczywiście wchodził dość wysoki kontrakt, na nieco gwiazdorskich zasadach. Porozumienie było blisko. Robinson był na ,,tak”, było jedno ,,ale”. Amerykanin pod koniec lutego 2019 roku nie był jeszcze w 100 procentach gotowy do gry. Szczerze powiedział, że potrzebuje około dwóch, trzech tygodni, żeby dojść do pełnej sprawności. Tyle w klubie nikt nie mógł czekać, bowiem w połowie marca zamykane było okienko transferowe. W tej sytuacji zrezygnowano z jego zatrudnienia.

Australijski kierunek

W tamtym okresie poszukiwania nowego zawodnika do drużyny prowadzonej przez trenera Wojciecha Kamińskiego trwały dość długo. Paweł Matuszewski dał szkoleniowcowi zielone światło na dodatkowy ruch kadrowy. ,,Stalówka” była w czołowej piątce ligi. Zbliżały się play offy, w których ostrowski zespół ponownie chciał namieszać. Od początku ustalono, że wzmocnieniem musi być zawodnik z wysokiej półki. Bliski zakontraktowania był Jerome Randle, który miał za sobą występy w lidze australijskiej. Dograne były szczegóły kontraktu, ale w ostatniej chwili do negocjacji wkroczył rosyjski Lokomotiv Kubań, który dysponuje przecież bez porównania dużo wyższym budżetem na poziomie kilkunastu milionów euro. Rosjanie przebili więc ofertę i Randle został kolegą klubowym Mateusza Ponitki. Był też kontakt z Benem Pensackiem w sprawie gwiazdy ligi australijskiej Bryce Cottona, który jednak uznał, że po wyczerpującym sezonie na Antypodach będzie potrzebował solidnego odpoczynku. Prowadzone były też rozmowy z Taylorem Rochestie, który miał za sobą grę w Maccabi Tel Aviv oraz Crvenie Zvezdzie Belgrad. Amerykanin był już po sezonie w Chinach. Postanowił jednak pozostać w tym kraju i od maja grać w tamtejszej lidze NBL.

Deadlinie związany z zamknięciem okienka transferowego zbliżał się coraz większymi krokami. Ostatnim dniem był piątek, 22 marca 2019 roku. Dzień wcześniej ,,Stalowcy” rozgrywali u siebie zwycięski mecz ze Startem Lublin. Wtedy rozważano zakontraktowanie już tylko dwóch zawodników: Caspera Ware’a oraz Chrisa Loftona. Pozyskanie tego pierwszego jeszcze kilka tygodni wcześniej wydawało się tylko marzeniem. Ware to gwiazda ligi australijskiej. Zawodnik o uznanej marce w Europie, mający za sobą także przygodę z najlepszą ligą świata NBA. Zresztą to byli zawodnicy prezentujący innych styl gry. Lofton to ,,dwójka”. Typowy strzelec ze znakomitym rzutem z dystansu. Miał za sobą świetne występy we Francji, gdzie z zespołem Le Mans sięgał po mistrzostwo. W lutym 2019 roku zakończył grę w Korei i był gotowy do przylotu do Polski.

Podpisanie kontraktu z Casperem Ware’m było dużym sukcesem transferowym ostrowskiego klubu:

Noc z czwartku na piątek, 21 na 22 marca, była długa. Agent Ware’a zaakceptował ofertę ostrowskiego klubu, ale brakowało jeszcze ostatniego słowa samego zawodnika, który w czwartek wieczorem był już w samolocie lecącym z Melbourne do Los Angeles. – Caper trafi do was, ale jeśli w najbliższych godzinach dostaniemy ofertę z Chin, to wybierze zapewne ten kierunek. Jestem z Wami szczery. Teraz wszystko zależy od Was. Wiem, że czasu jest mało, ale musicie zadecydować, czy czekacie na jego decyzję, czy kontraktujecie innego zawodnika – mówił Scott Nichols, agent Ware’a, który w Los Angeles miał wylądować dopiero w okolicach godziny 15 w piątkowe popołudnie, czyli tuż przed zamknięciem okienka transferowego. W między czasie na klubowym mailu był już gotowy do podpisu kontrakt Chrisa Loftona. Podjęto jednak ryzyko, czekając na Ware’a.

Wybiła godzina 15. Portal FlightRadar już informował, że samolot z Ware’m na pokładzie wylądował w LA, ale przez kilkanaście minut nie było żadnego kontaktu zarówno z samym zawodnikiem, jak i jego agentem. Telefony milczały. Mijały kolejne minuty. O godzinie 15:22 dotarła wiadomość: Jest zgoda. Casper zagra u was – takiego smsa napisał agent Scott Nichols. To, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się tylko marzeniem, pobożnym życzeniem stało się faktem. Klub BM Slam Stal zdołał podpisać kontrakt z graczem wielkiego formatu. Jego transfer odbił się głośnym echem w koszykarskim świecie. W kwietniu w amerykańskim Portsmouth odbywał się coroczny camp dla utalentowanych absolwentów amerykańskich uczelni, w którym udział biorą koszykarscy agenci z całego świata. – Rozmawiałem z kilkoma amerykańskimi agentami i wszyscy są pod wrażeniem waszego transferu. Do polskiej ligi ściągnęliście zawodnika z bardzo wysokiej półki, co wydawało się wręcz niemożliwe – mówił jeden z polskich menadżerów, który uczestniczył w campie w Portsmouth.

Wróćmy jednak do gorączki piątkowego popołudnia 22 marca 2019 roku. Po otrzymaniu wiadomości od agenta Ware’a, w trybie ekspresowym przystąpiono więc do dalszego działania. Ware będąc na lotnisku musiał parafować zarówno kontrakt, jak i komplet dokumentów związanych z jego zgłoszeniem do ligi. Trwała walka z czasem. O godzinie 15:50 agent zawodnika przesłał komplet dokumentów, które po chwili zostały wysłane do biura ligi. Ponownie, podobnie, jak w 2018 roku, zgłoszenie nastąpiło rzutem na taśmę, tuż przed zamknięciem okienka transferowego.

Casper Ware w barwach BM Slam Stal zadebiutował w meczu z Arką Gdynia. W pierwszej akcji zdobył cztery punkty:

Autor: Bartosz Karasiński

Już za tydzień część III. Zapraszamy!